sobota, 20 listopada 2010

zimno ho, ho ho!

Pamiętacie tego pacjenta, którego bolało wszystko, mojego jedynego? Po trzech dniach mu kompletnie przeszło i ze wszystkimi wynikami badań negatywnymi wyposaliśmy go do domu. Od tego czasu nie mieliśmy ANI JEDNEGO nowego przyjęcia. Nawet o konsultację nie zostaliśmy poproszeni! W związku z tym ja, jako lekarz zajmujący się pacjentami na oddziale, nie mam nic do robienia. Ja nawet oddziału nie mam! i tak juz dwa tygodnie.

Za to przyjechał Brian i chodziliśmy do starbucksa, graliśmy w karty, graliśmy w scrabble, byliśmy w muzeum i na koncercie paramore, w chińskiej restauracji i w brytyjskiej restauracji, poszliśmy na fish and chips, wygłupialiśmy się jak nie wiem i prowadziliśmy poważne rozmowy.

W Manchester Art Gallery jest świetna wystawa, na Albert's square jest Christmas Market, wszędzie są już dekoracje świąteczne i nawet jest zimno jak trzeba! Śnieg jeszcze nie pada, ale i tak jest fajnie. Tak jak rok temu, gdy odkrywałam Manchester po raz pierwszy:-) Nawet Mikołaj na Town Hall jest ten sam!

sobota, 6 listopada 2010

Reumawakacje

Tak, już od tygodnia pracuję na reumatologii. Koniec ortopedii, a następnym razem noce dyżury dopiero w kwietniu!!

Reumatologia, to jest dopiero coś. Mamy od zera do pięciu pacjentów (w porywach). Na tych pięciu pacjentów przypada trzech konsultantów, dwóch registrars i ja. To się dopiero nazywa opieka!

Dwóch konsultantów i jeden registrar są homoseksualistami. Ciekawe, czy jest zależność miedzy preferencjami seksualnymi a wybieraną specjalizacją?

A pacjenci są jeszcze ciekawsi. Jak nikt w szpitalu nie wie, co właściwie pacjentowi może być, wtedy proszą o konsultację reumatologiczną. Bo pod reumatologię to podlega wszystko - "strzyka mnie w stawie", "mam tu wysypkę", "mam tu wysypkę a wczoraj miałem gdzie indziej", "boli mnie głowa", "boli mnie szyja" i "boli mnie wszędzie" ("boli mnie wszędzie" to mój obecny pacjent, jedyny:-))

I wtedy mój konsultant zamawia panel badań. Wszystkie możliwe. Immunologię, HIV, CMV, EBV, CK, ESR, CRP, LDH, Kortyzol, TSH, TF4, krew na posiew, nie wspominając o podstawowych. Rentgen płuc, rentgen dłoni, USG brzucha, mocz, mocznik.

Oczywiście tym wszystkim muszę zajać się ja, co przy jednym pacjencie jest dobrą rozrywką, a nie ciężką pracą.

Trochę rozczarowuje, gdy wszystkie te badania wracają negatywne. JA myslę, że jak pacjenta boli wszystko i jedyne, co mu pomaga (jak sam twierdzi) jest morfina dożylnie, to po prostu jest morfinistą.
Ale ja często się mylę, zwłaszcza, gdy chodzi o medycynę;-)
Może faktycznie ma jakiś bardzo rzadki zespół?

piątek, 5 listopada 2010

Bonfire night

Minal rok.

Rok temu nagle spakowałam się i postanowiłam przyjechać do Anglii.

Przez ten rok poznałam nowych ludzi, ich kulturę, ich brak kultury, ich zalety i wady, mam znajomych i bardzo dobrych znajomych.

Mam pracę, która mi daje satysfakcję (po mojej depresji już nie ma śladu;-)), codziennie się uczę, codziennie stawiam czoła nowym wyzwaniom, jestem wykończona, ale szczęśliwa.

Mieszkam od roku z Michałem i jest cudownie!

Dałam radę. I za to dziś pijmy:-)

ps. pięęęęękna jesień:-)

środa, 20 października 2010

Depresja

Tak!

Odkryłam co. Mam depresję jesienną. To wyjaśnia wszystko. To, że wszystko mnie denerwuje - pielęgniarki, pacjenci, a najbardziej inni lekarze, to, że krzyczę na biednego Michała a potem wybucham płaczem, to, że cały czas siedzę w domu i nie chce mi się spotykać ze znajomymi, że codziennie po południu śpię, że rano nie mogę wstać, mimo, że cały czas śpię - wszystko. 
Objawy by pasowały też do PMS, gdyby nie to, że trwają już jakieś dwa tygodnie;-)

Na szczęście, wyjeżdżamy na wakacje. W sobotę. Haha, jeśli będę zamieszczała posty co 6 tygodni to wszyscy będą myśleć, że nic innego nie robię, tylko na wakacje jeżdżę. No niestety nie tylko;-)

A 4 listopada minie rok, odkąd przyjechałam do Anglii...

środa, 1 września 2010

Vive la France!

Ach, jak spontanicznie! Nagle postanowiłam wyjechać do Francji, w piątek kupilam bilet i już od wczoraj tutaj jestem.

We Francji jest najcudowniej. Naprawdę! Nigdzie indziej niebo nie jest tak niebieskie, trawa taka zielona, a ludzie tacy ładni;-) A ten język! Z kim się nie rozmawia, ma się wrażenie, ze z Tobą flirtują. A najlepsze jest to, że najczęściej jest to słuszne wrażenie! Bo Francuzi to taki przyjazny naród:-)

Nicea jest wciąż taka sama – ruchliwa i piękna. Wszędzie fontanny, zieleń, pełno samochodów i piękne sklepy. Na Promenade des Anglais spotykają się panie na poranne plotki i panowie... w tym samym celu. Siedzą sobie zapatrzeni w morze i kontemplują.

Natomiast Cannes jest jeszcze bogatsze, niż pamiętam. Budują się apartamenty z widokiem na morze, wszystkie normalne sklepy zostały zastąpione butikami – Prada, D&G, Dior, Kenzo. Po promenadzie La Croissette spacerują panie i panowie z malutkimi pieskami, wszyscy pięknie ubrani, opaleni i szczupli. Jak oni to robią? Jedzenie jest tu najlepsze na Świecie, tak samo zresztą jak wino, które jeszcze do tego jest najtańsze na Świecie;-)

Natomiast... kiedy Ci Francuzi nauczyli się mówić po angielsku? I jakim w ogóle prawem? Ja się wysilam, próbuję zabłysnąć moim (w większej części zapomnianym już) francuskim, a oni mi odpowiadają po angielsku! Ale już obmyśliłam plan – następnym razem powiem, że nie mówię po angielsku. I niech się ze mną męczą;-)

A drugi plan jest taki – na starość tutaj zamieszkam!


ps. za pięć czwarta zadzwonili do mnie ze szpitala, czy bym mogla przyjść zobaczyć pacjenta. No niestety, nie mogłam;-)


niedziela, 22 sierpnia 2010

Bikram yoga

Bikram yoga polega na tym, ze przez półtorej godziny wykonuje się różne pozycje w wysokiej temperaturze. Dokładnie - 40 stopni.

Na początku to nawet nie było tak źle. Na początku było po prostu ciepło. Przyszedł pan z mikrofonem przyczepionym do twarzy i powiedział - Witam wszystkich, słyszałem, że jest wśród nas nowa osoba, gdzie jesteś Roma? I od tego czasu cały czas miał na mnie oko.

Potem pan powiedział - Jeśli komuś zacznie się kręcić w głowie, być niedobrze lub słabo, to proszę nie wychodzić, tylko usiąść i oddychać głęboko.

Po pięciu minutach zrobiło mi się jednocześnie słabo, niedobrze i zaczęło mi się kręcić w głowie. Zaczęłam mieć mroczki przed oczami. Po dziesięciu minutach nie myślałam o niczym innym, tylko żeby stamtąd uciec. Było duszno, gorąco i nie od zniesienia. Musiałam usiąść. I tak minęło pozostałe 80 minut. Ani przez chwilę nie przestało mi być słabo. Woda w butelce zrobiła się ciepła i naprawdę, nigdy w życiu nie widziałam, żeby z ludzi tak lał się pot. Dosłownie ciurkiem. z twarzy, łokci, nóg.

Po zajęciach obiecałam sobie, że to już ostatni raz!
Jutro idę znowu;-)

Natomiast przeczytałam, że Bikram to jest jakiś przekręt, który myśli tylko o tym, żeby zarobić, jogę uważa za świetny biznes i myśli, że jest jakimś bogiem, który wniósł światło w życie ludzi zachodu. Więc idę tylko dlatego, że kupiłam karnet dziesięciodniowy. A potem wrócę do tradycyjnego stania na głowie;-)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Pierwszy tydzień...

... za mną! Dużo się dzieje!
Pacuje z Charlotte, która jest ładna, miła i ma chłopaka, który gra zawodowo w krykieta! Kto to w ogóle słyszał!;-)
Poza tym, na ortopedii jest okropnie. Jak słowo daje, ci lekarze się na niczym oprócz kości nie znają! Jak z Dr C robiłyśmy obchód, za starych, dobrych czasów, to przez 20 minut się stało i myślało, co pacjentowi może być. A tu - mówię, że pacjent ma za niski ciśnienie, więc chcę zrobić to i to a oni - zadzwoń po internistę! No na miły bóg, przecież ja tu chcę się wykazać!;-)
No ale przynajmniej Charlotte jest słodka i nie za wiele jeszcze umie więc wszystko tłumaczę i obie jesteśmy zadowolone;-)
I jutro też będę mogła się wykazać, bo będę miała pierwszy dyżur. A pielęgniarki mają taki tok myślenia - jak nie wiadomo, co zrobić, to trzeba zadzwonić po lekarza dyżurnego. To się jutro zdziwią, haha!;-)))

A z innych niusów, to ukradli mi iPhona ale za to kupiłam auto. Więc niby jestem na zero, chociaż dużo uboższa;-))

sobota, 31 lipca 2010

Coś się zaczyna...

Pierwsze dwa dni w Lancaster za mną. Jest fantastycznie! Na razie chodzę na szkolenia i robię shadowing, czyli chodzę za innym lekarzem i patrzę, co robi, bo od przyszłej środy to ja przejmę jego pracę.
Okazuje się, że na ortopedii (od której zaczynam) wszystkim się zajmują pielęgniarki. Wszystko wiedzą i o wszystkim decydują. Jak czegoś nie mogą zrobić, to wtedy dzwonią po lekarza. Bardzo rzadko. Po pracy dla Dr C, gdzie biegałam od 9 do 18, to będą prawdziwe wakacje!
Poznałam moich nowych kolegów F1. Wszyscy są naprawdę przyjaźni, niektórzy dość przestraszeni;-)
Robię też dużo kursów on line, tak zwany e-learning. Tak strasznie się cieszę, że wkraczam w ten system! Że będę robić prawdziwy trening, że będą mnie oceniać, uczyć i pomagać. No, wcześniej też mi pomagali i uczyli, ale teraz będzie inaczej;-)
Jedyna wada Lancaster jest taka, że jest to naprawdę małe i ciche miasteczko. Sklepy zamykają o piątej i wszystko jest dość wyludnione. Chyba wszyscy leżą w szpitalu, haha!;-)
Ale jest za to bardzo ładne. Bardzo zielone, budynki z zółtego kamienia (który się chyba nazywa piaskowiec?;-)), łąki, na których pasą się konie i domy spokojnej starości (bardzo ładne;-))
W związku z tym, nawet to, że muszę wstać o 5.30 żeby tam dotrzeć mi nie przeszkadza. Jeszcze.

środa, 28 lipca 2010

Coś się kończy...

I w końcu nadszedł ten dzień - mój ostatni dzień w szpitalu w TRF. Nie mogę uwierzyć, że już minęło pół roku. Nie mogę uwierzyć, jak długą drogę przeszłam.

W TRF było super. Poznałam mnóstwo przemiłych ludzi, każdy był pomocny, wspierający i cierpliwy. To było niesamowite.
Nauczyłam się - najwięcej na świecie. Nauczyłam się nie niecierpliwić, słuchać, nie dawać nikomu do zrozumienia, że głupio gada, szanować innych i ich opinie... naprawdę, to jak poszerzyła się moja wiedza medyczna to jedno, ale jak ja się nauczyłam traktować ludzi inaczej!

Przez ostatnie parę dni nowa F1 chodziła za mną, czyli robiła tak zwany shadowing, i się uczyła, bo w przyszłym tygodniu to ona będzie najmłodszym doktorem w zespole dr C. Była PRZERAŻONA! Nie umie pobierać krwi, zakładać wenflonu, nie wie, jak zamówić badania ani jak przepisać płyny. A ja myślałam, że wszyscy to umieją i tylko ja nie umiałam, jak zaczynałam! Więc byłam bardzo wspierająca i cierpliwa, wszystko jej tłumaczyłam i mówiłam, a nie spodziewałam się, że już to wie!

A dziś było smutno. Dr C. powiedziała, że bedzie za mną tesknić, pielegniarki z oddziału czwartego powiedziały, że byłam dużo lepsza od mojej poprzedniczki, która cały czas płakała i rzucała w nie cewnikiem (!) dostałam też prezencik pożegnalny od koleżanki.

Naprawdę będę tęsknić. To było wspaniałe pół roku...

poniedziałek, 5 lipca 2010

Lancaster

Zaczęło się od wielu telefonów, wielu odmów, zasłaniania się przepisami i rozczarowania. Aż pewnego dnia zadzwonił telefon i zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Do Lancaster, godzinę drogi od  Manchester. 

Lancaster jest ładnym, spokojnym, bardzo zielonym masteczkiem z nieproporcjonalnie dużym 
szpitalem;-) Rozmowę przeprowadzał dyrektor od stażu FY1. Najpierw powiedział, że jest zaskoczony, że tak dobrze mówię po angielsku;-) wyjaśniłam mu, że zaczęłam się uczyć jeszcze jak byłam w Polsce. To ludzi bardzo dziwi, bo oni tutaj nie uczą się jezyków. No, może się uczą, ale bardzo nieskutecznie;-)) 
Potem musialam odegrać scenkę - jestem na dyżurze i zostaję wezwana do pacjenta z narastającą dusznością. Pacjenta grał manekin. Na koniec musiałam przepisać na specjalną kartę wszystkie leki, które pacjent zażywa. Na szczęście wszystko to robię na codzień ale muszę przyznać, że gdybym dopiero co przyjechała z Polski, nie miałabym pojęcia, co robić. No ale poszło mi bardzo dobrze i dostałam pracę!!
Tak starsznie się cieszę! Zaczynam w sierpniu, oficjalny, zatwierdzony przez odpowiednie władze staż! Moja kariera nabiera tempa! Haha, chyba się rozpędziłam;-)
W kazdym razie, nadchodzi czas zmian. Fajnie:-)

A w piątek już lecimy do Krakowa na tydzień! I Komorowski wygrał wybory! 
I nawet to, że w tym tygodniu pracuję nocami mnie tak nie przeraża;-)

World Cup

Ach, cóż to za przeżycie, mistrzostwa swiata w piłce nożnej!

O niczym innym sie nie rozmawia, caly szpital przystrojony jest choragiewkami angielskimi, w kazdym telewizorze mecz.
Gdy robimy obchód to już nie pytamy pacjenta, jak się czuje, tylko czy oglądał mecz. Pacjenci też proszą, żeby nie przychodzić w czasie gry, bo oni wtedy są zajęci.
Gdy mecz Anglia-Słowenia grany byl o 15, wszyscy lekarze dostali smsa od kadr, ze mecz bedzie wyswietlany w sali wykladowej. I wszyscy zgodnie się stawili;-)
Najlepsze jest to, że gdy jest mecz, pacjenci przestają chorować! Tak. Już nie jestem wzywana do dziwnego bólu brzucha, klatki piersiowej czy wysypki. Pielęgniarki nie dzwonią co chwilę, bo nagle mają zupełnie inne priorytety, haha;-)

Naprawde, mistrzostwa świata mogłyby być częściej;-)
Ach, i jeszcze mam nadzieję, że Niemcy nie wygrają;-)

czwartek, 20 maja 2010

Pacjent

Zaczelo sie w sobote kolo 13, moj blip zaczal robic "pi, pi, pi,pi,pi". Dzwonie. "a bo my tu mamy pacjenta na oddziale drugim i przewrocil sie w lazience i nikt tego nie widzial i strasznie boli go glowa". Poszlam na odzial. Pacjent lezy w lozku i zanim nawetn otworzylam usta pacjent zaczyna mowic - " ah, wszystko mnie boli. Boli mnie glowa, plecy, szyja, dretwieje mi czolo i rece i nogi, nie moge sie w ogole ruszyc, wszystko boli, prosze pomoz mi. Probuje go zbadac. Gdzie nie dotkne, slysze "aaaaaaah, jak boli".
Pytam Pacjenta, co moge dla niego zrobic, bo jest na 4 lekach przeciwbolowych i nastepna dawke moze dostac za gOdzine. A on na to " a bo mi tylko morfina pomaga. I tylko dozylnie"! Hahaha, no to niezle, cpuna mamy!
W ciagu nastepnych trzech dni, Pacjent probowal kupic od pielegniarki kodeine za 20 funtow, ustalic, jak sie nazywa moj starszy lekarz, zeby naslac na niego swoich kolegow, na moich oczach symulowal upadek (wygladalo idiotycznie), napisal dwa listy do calego personelu szpitala, ktore w ogole nie mialy sensu, zaczal byc agresywny, przyszla ochrona, dwoch policjantow, ktorzy powiedzieli, zeby nie zgrywal gangstera i psychiatra, z ktory pacjent nie chcial rozmawiac...
Czwartwgo dnia pacjent spakowal torbe, narzucil na ramie, na wlasne zadanie sie wypisal i sprezystym krokiem wymaszerowal ze szpitala:-)

i to wszystko na moim dyzurze;-)

piątek, 7 maja 2010

Dieta proteinowa



Aha!

Odchudzam się.
Tak, tak. Zaczęłam 26 kwietnia, żeby zdążyć na przyjazd Basi;-) za miesiąc. Dieta jest dość nieskomplikowana, chociaż nie powiem, żeby była prosta do przestrzegania. Reguła jest jedna - jemy samo białko. Noo, przynajmniej na początku, ale ja jestem na początku;-) Profesjonalna strona internetowa ustaliła, że jeśli będę wytrwała, to 19 lipca będę równie piękna jak teraz, za to 10 (tak, dziesięć) kilogramów chudsza;-)

Więc trzymajcie kciuki. A Michałowi powiedzcie, że ma mnie wspierać, a nie komentować, że faza ataku (czyli pierwsza faza diety) to jest atak na niego!

;-)

ps. schudlam 3 kg!!!:-)

środa, 28 kwietnia 2010

Cardiac arrest!!! YEEEEY!

Tak!

W ubiegłym tygodniu pracowałam nocami i było okropnie. Ciemno, zimno, żaden pacjent nie ma wenflonu, za to każdemu spada ciśnienie. Albo zaczyna się ból w klatce piersiowej. Albo pacjent zaczyna wymiotować powyżej 1,5 l fusowatych wymiotów. Ach bajka. A lekarz starszy mówi - to ja teraz idę spać, więc juz do mnie nie dzwoń;-)

Ale moje trudy zostały wynagrodzone - Zatrzymanie akcji serca!! Nagle mój bleep zamiast po prostu pikać, zaczyna mówić - "zatrzymanie akcji serca, oddział szósty"! Ach, co za adrenalina! A ja właśnie jestem w "cardiac arrest team"! Więc rzucam wszystko i zaczynam biec długimi korytarzami szpitala, za oknami dnieje, w niebieskim ubranku (w takim wygodnie w nocy;-), niewyspana i myślę sobie - jak na filmie!!! Wpadam na oddział szósty, tam akcja już rozpoczęta, zaczynam uciskanie akcji piersiowej, inni zakładają wenflon, inni robią oddechy, działamy jak w zegarku!

A potem, też jak na filmie - "time of death - 7:50"...

Pewnych medycznych przeżyć nie zapomni się do końca życia. Ja nigdy nie zapomnę, jak po raz pierwszy intubowałam wcześniaka i jak przy tym płakałam, pierwszej operacji na otwartym sercu, którą widziałam (jak to serce się ruszało w zwolnionym tempie - niesamowite) i mojej pierwszej resuscytacji.

środa, 7 kwietnia 2010

Z Polski jestem...

Dzisiaj zaczęłam geriatrię, czyli choroby wewnętrzne osób starszych. Jest bardzo miło.
Razem z Rebecca, lekarzem F2 robiłyśmy dziś obchód.
Przychodzimy do pacjentki, zaczynam zadawać pytania, "jak się pani czuje, czy coś boli, jak nogi"... potem Rebecca z nią rozmawia. Aż nagle pacjentka pyta (do mnie): - A Ty skąd jesteś? Więc mówię, że z Polski. A na to ona: - I rozumiesz o czym tu rozmawiamy? Bo ja miałam sprzątaczkę z Polski i ona w ogóle nie rozumiała, co do niej mówiłam!
Taaaa...

:-)

Les miserables i kaczka

Na Święta pojechaliśmy do Londynu. Bylo cudownie.
Przyjechalismy w piatek i poszlismy kupic bilety na musical. Wybralismy Les miserables, czyli Nedznicy na podstawie powiesci Victora Hugo. Jest to najdluzej grany musical na West endzie! Przedstawienie bylo wspaniale, aktorzy swietnie spiewali, muzyka byla fantastyczna... Ach! Ja oczywiscie sie poplakalam, ale tylko dlatego, ze mi sie podobalo!;-) Musicale sa moim nowym ulubionym sposobem spedzania czasu:-)

A drugim ulubionym jest jedzenie kaczki! Tak, tak. Przed wyjazdem Louisa powiedziala nam, ze w Londynie jest taka restauracja chinska, gdzie serwuja najlepsza kaczke w Anglii - four seasons. Four seasons to oczywiscie nazwa restauracji, nie kaczki! W kazdym razie zrobilam research, z ktorego wynikalo, ze miejsce jest bardzo popularne, wiec Michal zarezerwowal stolik. I dzieki bogu!! Poszlismy tam w sobote wieczorem. Przed restauracja - dzikie tlumy, na wystawie kucharz kroi kaczki;-) przecisnelismy sie przez tlum i zamowilismy. Coz to byla za uczta! Pyszna i krotka, bo jak tylko odlozylismy paleczki, pojawil sie kelner z rachunkiem;-) Po nas jeszcze wiele osob czekalo...

Jednym slowem, w Londynie bylo super. Tylko cockney akcent zostal zastapiony polish akcentem;-)

czwartek, 25 marca 2010

Znowu nocami...

Jej, trochę się boję napisać, że tym razem noce mijają spokojnie, bo jeszcze jedna mi została;-)

Wczoraj byłam zajęta do 3, a potem poszłam do dyżurki lekarskiej, gdzie spotkałam inną junior doktor, która powiedziała mi, że zaraz przyjdzie jedna starsza lekarka, która zgodziła się wytłumaczyć nam zaburzenia w gazometrii, które są dość skomplikowanym tematem.
Lekarka faktycznie zaraz przyszła, przygotowana! Położyła przed nami różne wyniki badań i je analizowałyśmy. Potem tłumaczyła nam, jak postępować z pacjentami, którzy chorują na obturacyjną chorobę płuc a potem jeszcze zadawałyśmy pytania. Była strasznie miła (cha cha, to chyba jasne, kto niemiły zgodziłby się nas uczyć o tej porze;-) i rzeczowa i wszyyyystko stało się jasne.
Przed czwartą zaczęły nasze bleepy dzwonić i każdy musiał wrócić do pracy.

Czy ja się przeprowadziłam do innego kraju, czy do innego Świata, że lekarzowi w środku nocy chce się uczyć młodszego kolegę?

;-)

poniedziałek, 15 marca 2010

Nocami

Zaczęło się spokojnie. Pierwszej nocy spalam prawie trzy godziny! Drugiej juz tylko dwie a trzeciej wcale. Czwartej nocy wszyscy pacjenci zaczeli chorowac o piatej nad ranem, wiec musialam dluzej zostac, bo do 8 rano nie zdazylam:-)
W nocy szpital wyglada zupelnie inaczej. Jest cicho i chlodno. Dopiero na oddziale wewnetrznym pacjenci mowia sami do siebie, albo do mnie, zupelnie do rzeczy. Chodza po korytarzu, chca wracac do domu, trzeba im tlumaczyc i przekonywac.
W nocy strasznie duzo zalezy od pielegniarki. Jesli jest doswiadczona, wtedy kazda praca idzie sprawniej.
W zyciu sie tak duzo nie nauczylam. Pobity nastolatek, nastolatka z pocietymi nafgarstkami, kobieta, ktora caly czas sie pogarszala i nikt nie wiedzial dlaczego.
Musialam zalozyc jeden cewnik, zrobic duzo ekg, wenflony, pobrac krew tetnicza. Kazey pacjent byl jak zagadka. Bylo to fascynujace, a jednoczesnie tak strasznie meczace, wysilac umysl w srodku nocy! W piatek rano, po czwartej nocy bylam zupelnie nieprzytomna. Krecilo mi sie w glowie i zasypialam jak tylko przestawalam isc. Okazalo sie, ze moge zasnac wszedzie i o kazdej porze:-)

Nawet w filharmonii;-)

sobota, 6 marca 2010

się dzieje!

W szpitalu zostałam sama. Bilal miał nocne dyżury, a Katherine urlop. w związku z tym, byłam jedynym lekarzem na oddziale! I oczywiście, tak jak przez ostatnie dwa tygodnie nie działo się nic, tak teraz działo się wszystko!! Zgodnie z prawem Murphy'ego:-)

Po pierwsze, w jednej sali szalała biegunka. Kolejne pacjentki chorowały i kolejne pielęgniarki nie przychodziły do pracy:-) Szczyt został osiągnięty w piątek, kiedy musieliśmy zamknąć oddział!! Czyli nikt nie mógł wchodzić i przyszła pielęgniarka od chorób zakaźnych, która chodziła za nami i mówiła "załóż rękawiczki, nie dotykaj tego, najpierw zdejmij fartuch, dotknąłeś, musisz umyć ręce jeszcze raz!" i tak cały czas.
Po drugie, kierując się cały czas tą samą zasadą, dwie pacjentki NA RAZ zaczęły mieć ból w klatce piersiowej. Obie w zainfekowanej sali, a jakże! Ubieranie się w fartuch ochronny, rękawiczki, mycie aparatu do ekg zajęło mi więcej czasu, niż badanie tych pacjentek:-) Na szczęście nie miały zawału, bo bym im raczej nie pomogła na czas, haha.
I tak dalej przez cały tydzień. Codziennie zostawałam po godzinach, przychodziłam przez ósmą i wracałam ledwo żywa do domu. W końcu zrozumiałam, dlaczego lekarze powinni więcej zarabiać - ze względu na odpowiedzialność! Cały czas jestem tak zestresowana, że popełnię jakiś błąd!
Żeby się zrelaksować, zapisałam się na siłownię i jest bardzo fajnie. Chodzę po szpitalu, co mi pozwala zapomnieć o pacjentach.

A w przyszłym tygodniu mam 4 nocne dyżury! To dopiero będzie się działo:-)

czwartek, 25 lutego 2010

Z piekła rodem...

Naprawdę. Naprawdę nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego i każdemu kto tylko chce słuchać o tym mówię. A mianowicie - brytyjskie dzieci są najgorsze na Świecie! Jak słowo daje! A wiem o tym, bo i 7 rano, kiedy jadę do pracy, i 16, kiedy z niej wracam, to także ich godziny podróżowania. I jestem po prostu załamana. To nie są dzieci - to są zwierzęta!! I to dzikie, z buszu!

Biegają po autobusie, krzyczą, śpiewają, ale jak - na cały głos, biją się, skaczą, plują, rzucają się jedzeniem, jedzą chipsy o 7 rano!!! po pierwsze kto daję dzieciom chipsy do szkoły a po drugie, czy one nie dostały śniadania? Wyrzucają plastikowe butelki przez okno, plują przez okno na inne bachory, jednym słowem - masakra!
Najgorsze (no, najgorsze nie-najgorsze, w kazdym razie oburzające;-) jest to, ze dotyczy to i chłopców i dziewczynek. Dziś w autobusie 12-letnie dziewczyniki darły się i biegały z góry na dół. No naprawdę, jak w zoo!!

Najbardziej dziwi mnie to, że nikt im nie zwróci uwagi. Dorośli po prostu siedzą i patrzą. Czasami tylko kierowca zatrzyma autobus, pójdzie na górne piętro (które dotąd było moje ulubione, teraz po prostu zostałam wysiedlona;-) i coś im powie. Ja się gotuję w sobie i piorunuję ich spojrzeniem. Czasami nawet pomaga;-)

I tylko mnie zastanawia - czy czasy się zmieniły, czy to inna kultura, czy może ja się starzeję?
Hm.

wtorek, 16 lutego 2010

Nowy tydzien, nowa praca;-)

I oto w koncu!
Dostalam stala prace, w szpitalu w Manchester. Nie w tym, w ktorym pracowalam, w innym, troche dalej, wiec juz nie chodze na piechote, tylko musze pojechac autobusem;-) No ale jest bardzo fajnie, no i praca jest do konca lipca, czyli na kolejne 5 miesiecy! Czyli dokladnie tak jak chcialam;-)

Jakos tydzien temu zaproponowali mi prace w Llanelli, czyli na koncu swiata, tez do konca lipca, ale odmowilam. Nie chcialam sie za bardzo przyznac, ale teraz wiem, ze dobrze zrobilam, bo sie wszystko ulozylo tak jak chcialam!

Do konca marca bede pracowala na ortopedii, a od kwietnia na chorobach wewnetrznych. Dzis podjelam pierwsza samodzielna decyzje. Byl 23-letni (przystojny) pacjent po zabiegu i bardzo go bolal dol brzucha. No wiec zbadalam, i byl twardy. Brzuch. Wiec polecilam pacjentowi, zeby sie wysiusial, ale nie mogl, bo jeszcze znieczulenie dzialalo. Wiec postanowilam, ze trzeba pacjenta zacewnikowac. I to byla dobra decyzja!:-) Co ciekawe, w Anglii jest to obowiazkiem lekarza F1! Ale na szczescie pielegniarka dyplomowana sie zaoferowala wiec ja tylko patrzylam;-)))


Aaaaach, wlasnie weszlam na moje konto - zaplacili mi za weekend w Newcasle! jestem bogata!!!!!
Wiec na koniec zamieszczam zdjecie lososia, ktorego dzis serwowalam. Jak pracuje do 16 to nagle mam tyle wolnego czasu!;-)


środa, 10 lutego 2010

Nad morzem;-)

W weekend pojechalam do szpitala koło Newcastle. Potrzebowali lekarza na 3 noce. Na poczatku strasznie się bałam, że sobie nie poradzę, ale jednak;-) 


Pierwszej nocy musialam od 12 pacjentów pobrać krew, siedmiu założyć wenflon, chyba setce przepisać płyny, dwoch spadlo z lozka a jedna udawala ból w klatce piersiowej.
Drugiej nocy było poważniej. Jeden pacjent rozwinął niewydolność oddechową, jedna pacjentka była nadpobudliwa, i musiałam przepisać środki uspokajające, musieliśmy przyjąć chyba 15 pacjentów, co trwało całą noc.
Trzeciej nocy zmarła pacjentka. Dosyć to mną wstrząsnęło. Wprawdzie miała 97 lat, ale nigdy wcześniej nie widziałam, jak umiera człowiek. Było to dosyć straszne, że tak naprawdę nic nie mogliśmy zrobić.


Jednym słowem, bardzo dużo się nauczyłam przez te trzy dni. Wciąż się boję, ale już mniej. Myślę, że wszystko jest kwestią doświadczenia. 


Poza tym, w ogóle nie spałam przez te trzy noce, więc spałam całymi dniami do 15, 16 po południu. Pierwszego dnia pod wieczór poszłam do misteczka - takie ładne i spokojne. I taka długa, prosta droga prowadziła nad morze. A po drodze restauracje z fish&chips, a jakże;-) Z drugiej strony, o godzinie 18 w sobotę jedynym ruchliwym miejscem był McDonald, przed którym 14-latki paliły papierosy;-)


W poniedziałek skończyłam o 8 rano i wróciłam do Manchesteru. I jeszcze miałam siłę, żeby pójść na jogę!;-)




środa, 3 lutego 2010

Mr.S

Długo nie znałam odpowiedzi. Ale jeśli dziś ktoś by mnie zapytał, kto jest moim wzorem, to bym odpowiedziała - Mr.S.

Mr.S jest konsultantem, który przyjął mnie do swojego zespołu. Jest po prostu strasznie mądry, ale jest też bardzo miły, umiechnięty, przy każdym pacjencie spędza dużo czasu, a potem mówi zawsze parę słów do nas w celu edukacji. Obchód trwa sto lat, ale każdy pacjent jest zadowolony, zapytał o wszystko co chciał i  usłyszał wyczerpujące odpowiedzi.a ja się tak starsznie dużo uczę!! Mr.S mówi, czemu tem lek jest lepszy niż inny, zadaje ciekawe pytania, strasznie dużo opowiada na temat różnych ras, rozmawia z 90-cio letnią hinduską po hindusku i przyznaje, ze nic nie rozumie (popłakałam się dziś ze śmiechu jak próbował się z tą maleńką babulinką porozumieć;-))

Dziś Mr.S w czasie obchodu poprosił syna i synową 72-letniego pacjenta na bok i wytłumaczył im, że ojciec ma raka nieoperacyjnego. Pokazał im schemat wątroby, wytłumaczył, które części są zajete, powiedział jakie są możliwości leczenia i rokowanie. Ale zrobił to tak delikatnie i z wyczuciem. I tak spokojnie. I inteligentnie. Naprawdę byłam pod ogromnym wrażeniem.

Jak dorosnę to chcę być jak Mr. S.

sobota, 30 stycznia 2010

all you need is love:-)

Zakochalam sie w szpitalu!! W kazdym lekarzu, pacjencie i kazdej pielegniarce. Juz zaczynam robic duzo rzeczy, zaczynam pomagac Luisie coraz bardziej i jest naprawde fantastycznie. Pielegniarki zaczynaja mnie pytac o rozne rzeczy, musze podejmowac decyzje, przepisywac plyny, krew, MORFINE!!!! jest niesamowicie odpowiedzialnie i podniecajaco;-)
Wyspecjalizowalam sie tez w pobieraniu krwi, to jest bardzo przyjemne, zawsze mozna sobie porozmawiac z pacjentem sam na sam, zapytac jak sie czuje, on pyta skad jestem...

Poza tym, wszyscy sa tak strasznie mili i pomocni!! Pielegniarki sa usmiechniete i uczynne, zawsze na oddziale jest farmaceuta, ktory pomaga jesli sie nie jest pewnym jak przepisac lek, jak robimy obchod i przy lozku pacjenta jest rodzina, to lekarz PRZEPRASZA, ze im przeszkadza! I oczywiscie nikogo nie wyprasza:-)

A teraz siedze i sie ucze. Zupelnie inaczej sie uczy jesli wiesz, ze uzywasz tej wiedzy na codzien. Wiec czytam dokladnie o uzupelnianiu plynow, dozowaniu leków i nie moge uwierzyc w swoje szczescie;-))
Gdyby nie to, ze w Michale tez jestem zakochana, to bym ze szpitala nie wychodzila;-)

środa, 27 stycznia 2010

Szpital!

O czym miał być ten blog? O młodej, pięknej lekarce stawiającej swoje pierwsze kroki na angielskiej ziemi. I w angielskim szpitalu! Przede wszystkim!! Więc po krótkich epizodach z bezrobociem, papierkową robotą, deszczem i bagietkami... możemy zaczynać!:-)

Dziś minał trzeci dzień mojej pracy. I mojego życia, ponieważ biorąc pod uwagę fakt, że i wczoraj i dziś wyszłam ze szpitala  po 19 a weszłam tam przed 8, słowa te możemy potraktować jako synonimy;-)
W szpitalu jest fantastycznie! Oprocz mnie jako House Officerna naszym odziale (chirurgia), czyli najmłodszy stażem lekarz, pracuje Amit i Louisa. Oboje są straaaaasznie mili i wszystko dokładnie mi tłumaczą. Nasza praca polega właściwie na pomaganiu wszystkim:-) Pomaganiu starszym lekarzom w czasie obchodu, pomaganiu pielęgniarkom jak mają jakieś pytania, pomaganiu pacjentom jak się źle czują... W efekcie jeśli tylko ktoś na oddziale ma jakieś pytanie, to pyta właśnie nas.

Ja oczywicie dopiero się wdrażam, ale idzie mi nieźle. Do obowiązków naszych należy też pobieranie krwi, przepisiwanie lekarstw, przepisywanie płynów, robienie wypisów... i dużo inncyh rzeczy, których jeszcze nie ogarnęłam umysłem a które sprawiają, że siedzimy w szpitalu do 19;-)

Jednym słowem - jest super. Dziś też po raz pierwszy nie padłam po powrocie do domu, a to znak, że zaczynam się przezwyczajać;-)

Tylko Michał nie może się pogodzić z faktem, że światło gaśnie przed 23;-))

piątek, 22 stycznia 2010

Zaczyna się!

Tak! W poniedzialek  zaczynam prace w szpitalu w Man. Dostalam zaświadczenie o niekaralności, zmasakrowali mi rękę pobierając krew, bagietki splajtowały...;-) mogę zaczynać.

Byłam już dziś w szpitalu i zostałam oprowadzona po oddziale przez Scotta. Zapamiętajcie to imię, bo chyba będzie się tu pojawiać częściej;-P
Poznałam też jednego bardzo miłego lekarza który też robi FY1;-)
Generalnie, od poniedziałku będę pracowała codziennie od 8 do 17 i każdy kto się o tym na oddziale dowiaduje bardzo się cieszy, bo mówią, że bardzo się przyda kolejna osoba do pracy. No już nie mogę sie doczekać! Haha, już widzę jak w poniedziałek pracuje do 17 a potem jadę 1,5 godziny na jogę;-)
Jeśli oczywiście znajdę wyjście, bo póki co, za każdym razem jak tam wchodzę no nie mogę wyjść. Dziś wyszłam na jakąś zupełnie inną ulicę;-)

A jutro zdaję IELTS, więc trzymajcie kciuki. Rano, bo wieczorem to już będziemy świętować:-)

Hurra!

środa, 20 stycznia 2010

No naprawdę!

Wracaliśmy właśnie do domu, a tam co? Pod naszym domem stoi jakis Arab. I sika. Na nasz bydynek. Centralnie. Czy wy widzicie z czym ja się tu muszę użerać?:-)

wtorek, 19 stycznia 2010

YOGA

Wczoraj poszliśmy na jogę. Michał sam chciał, wcale go nie prosiłam!!


Najpierw pojechaliśmy do Picadilly. Stamtąd mieliśmy wziąć 221, ale nie przyjechał. Przyjechał za to 219, więc pojechaliśmy do Ashton. Znowu czekaliśmy na autobus. Spóźniał się. Ja się rozpłakałam, że chcę iść na jogę. Michał patrzył i nic nie mówił. Ktoś nas zaczepiał i prosił o pieniądze. Przyjechał autobus. Okazało się, że Michał ma nieważny bilet. Pokłóciliśmy się z nerwów. W końcu dotarliśmy, spóźnieni. Zajęło nam to godzinę i 45 minut.


Ale potem już było tylko lepiej.
Klasa jest dość liczna, ale bez przesady. Nauczycielka jest super chuda i wszystkie pozycje wykonuje z taką łatwością, że aż przyjemnie się patrzy. Jest też bardzo miła i naprawdę fajnie uczy. Poza tym Michał spotkał nauczyciela ze swoich studiów z kolegą, ich dziewczyny były w sali obok w klasie zaawansowanej;-) No i czy nie jest tak, że bycie w związku rozwija?;-)
A powrót zajął nam tylko 45 minut, ha! NA PEWNO idę za tydzień!


A zagadka medyczna jest taka: Miałam dziś pobieraną krew, chyba po raz setny w ciągu ostatnich 3 miesięcy i mnie strasznie boli ręka. I nie mogę jej wyprostować! Co mi jest?

niedziela, 17 stycznia 2010

Dostalam zaswiadczenie o niekaralności! W końcu! Wynika z niego, że nigdy nie byłam karana:-) W poniedziałek zaniosę je do HR w szpitalu i powiem "in your face";-)

W srode za to poszlismy do kina na opcje 2 za 1;-) Najpierw poszlismy na "Nowhere boy", film o młodym Johnie Lennonie, napraaawde ciekawy. W ogole nie wiedzialam, ze Lennona porzucila matka i wychowala ciotka a potem matka powróciła... nie, nie zdradziłam fabuly;-)
A potem jak wyszlismy juz z naszej sali i przechodzilismy obok nastepnej to zobaczylismy, ze film sie zaczyna za 8 minut. No i... myk, wslizgnelismy sie do srodka i zobaczylismy jeszcze Sherlocka Holmesa:-) Jednym slowem jestesmy PRZESTEPCAMI. Mi tam sie podobalo, ale Michal umieral ze strachu, wiec wiecej na pewno tego nie zrobimy. Ale bylo strasznie smiesznie:-D

A wczoraj pracowalismy razem dla firmy cateringowej, ktora obsługuje jakieś duże eventy. Tym razem to były wyścigi kolarskie. Zwykle jest tak, ze publicznosc siedzi dookoła toru, ale prawdziwe vipy siedzą w środku. i to właśnie dla nich był catering. Za kazdym razem poznajemy duzo ciekawych ludzi, ale jedzienie wbrew pozorom nie jest takie dobre.
I nie uskuteczniamy praktyk z "fight club";-)

wtorek, 12 stycznia 2010

Nareszcie w domu!



Z wielkimi kłopotami, ale udało nam się w końcu wrócić. Nie będę pisać o odwołanym locie w środę, o przeniesieniu lotu na niedzielę, o locie w niedzielę, który się spóźniał 5 godzin, ani o niezliczonej liczbie panów w skórzanych kurtkach i z wąsami, którym udało się w tym czasie upić:-)


W Anglii zaś powitał nas śnieg, ale anielski, czyli strasznie mokry, nieodśnieżone chodniki, martwa mysz w pokoju, o której jednak też nie będę pisać, bo oboje strasznie się jej baliśmy;-) i niedziałający internet.


Mamy też nowego landlorda. Phil przepadł jak kamień w wodę a jak pytamy Java, tego nowego, co się stało z Philem to udaje, że nie słyszy;-)


Jav jest Arabem i ma długą brodę. Wygląda na to, że porządek po Arabsku znaczy więcej, niż porządek po murzyńsku;-). Jav nie odbiera telefonu, ale zniknęła graciarnia sprzed naszego pokoju, o co się nie mogłam doprosić Phila. W schowku koło kuchni też już nie ma graciarni. Poza tym, Brian przestał słuchać łomotu - albo mu Jav zabronił, albo ma postanowienie noworoczne;-)
Jeśli chodzi o mnie i postanowienia noworoczne - zapisuję się na jogę!


Dobrze być w domu...
:-)