Naprawdę. Naprawdę nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego i każdemu kto tylko chce słuchać o tym mówię. A mianowicie - brytyjskie dzieci są najgorsze na Świecie! Jak słowo daje! A wiem o tym, bo i 7 rano, kiedy jadę do pracy, i 16, kiedy z niej wracam, to także ich godziny podróżowania. I jestem po prostu załamana. To nie są dzieci - to są zwierzęta!! I to dzikie, z buszu!
Biegają po autobusie, krzyczą, śpiewają, ale jak - na cały głos, biją się, skaczą, plują, rzucają się jedzeniem, jedzą chipsy o 7 rano!!! po pierwsze kto daję dzieciom chipsy do szkoły a po drugie, czy one nie dostały śniadania? Wyrzucają plastikowe butelki przez okno, plują przez okno na inne bachory, jednym słowem - masakra!
Najgorsze (no, najgorsze nie-najgorsze, w kazdym razie oburzające;-) jest to, ze dotyczy to i chłopców i dziewczynek. Dziś w autobusie 12-letnie dziewczyniki darły się i biegały z góry na dół. No naprawdę, jak w zoo!!
Najbardziej dziwi mnie to, że nikt im nie zwróci uwagi. Dorośli po prostu siedzą i patrzą. Czasami tylko kierowca zatrzyma autobus, pójdzie na górne piętro (które dotąd było moje ulubione, teraz po prostu zostałam wysiedlona;-) i coś im powie. Ja się gotuję w sobie i piorunuję ich spojrzeniem. Czasami nawet pomaga;-)
I tylko mnie zastanawia - czy czasy się zmieniły, czy to inna kultura, czy może ja się starzeję?
Hm.
czwartek, 25 lutego 2010
wtorek, 16 lutego 2010
Nowy tydzien, nowa praca;-)
I oto w koncu!
Dostalam stala prace, w szpitalu w Manchester. Nie w tym, w ktorym pracowalam, w innym, troche dalej, wiec juz nie chodze na piechote, tylko musze pojechac autobusem;-) No ale jest bardzo fajnie, no i praca jest do konca lipca, czyli na kolejne 5 miesiecy! Czyli dokladnie tak jak chcialam;-)
Jakos tydzien temu zaproponowali mi prace w Llanelli, czyli na koncu swiata, tez do konca lipca, ale odmowilam. Nie chcialam sie za bardzo przyznac, ale teraz wiem, ze dobrze zrobilam, bo sie wszystko ulozylo tak jak chcialam!
Do konca marca bede pracowala na ortopedii, a od kwietnia na chorobach wewnetrznych. Dzis podjelam pierwsza samodzielna decyzje. Byl 23-letni (przystojny) pacjent po zabiegu i bardzo go bolal dol brzucha. No wiec zbadalam, i byl twardy. Brzuch. Wiec polecilam pacjentowi, zeby sie wysiusial, ale nie mogl, bo jeszcze znieczulenie dzialalo. Wiec postanowilam, ze trzeba pacjenta zacewnikowac. I to byla dobra decyzja!:-) Co ciekawe, w Anglii jest to obowiazkiem lekarza F1! Ale na szczescie pielegniarka dyplomowana sie zaoferowala wiec ja tylko patrzylam;-)))
Dostalam stala prace, w szpitalu w Manchester. Nie w tym, w ktorym pracowalam, w innym, troche dalej, wiec juz nie chodze na piechote, tylko musze pojechac autobusem;-) No ale jest bardzo fajnie, no i praca jest do konca lipca, czyli na kolejne 5 miesiecy! Czyli dokladnie tak jak chcialam;-)
Jakos tydzien temu zaproponowali mi prace w Llanelli, czyli na koncu swiata, tez do konca lipca, ale odmowilam. Nie chcialam sie za bardzo przyznac, ale teraz wiem, ze dobrze zrobilam, bo sie wszystko ulozylo tak jak chcialam!
Do konca marca bede pracowala na ortopedii, a od kwietnia na chorobach wewnetrznych. Dzis podjelam pierwsza samodzielna decyzje. Byl 23-letni (przystojny) pacjent po zabiegu i bardzo go bolal dol brzucha. No wiec zbadalam, i byl twardy. Brzuch. Wiec polecilam pacjentowi, zeby sie wysiusial, ale nie mogl, bo jeszcze znieczulenie dzialalo. Wiec postanowilam, ze trzeba pacjenta zacewnikowac. I to byla dobra decyzja!:-) Co ciekawe, w Anglii jest to obowiazkiem lekarza F1! Ale na szczescie pielegniarka dyplomowana sie zaoferowala wiec ja tylko patrzylam;-)))
Aaaaach, wlasnie weszlam na moje konto - zaplacili mi za weekend w Newcasle! jestem bogata!!!!!
Wiec na koniec zamieszczam zdjecie lososia, ktorego dzis serwowalam. Jak pracuje do 16 to nagle mam tyle wolnego czasu!;-)
środa, 10 lutego 2010
Nad morzem;-)
W weekend pojechalam do szpitala koło Newcastle. Potrzebowali lekarza na 3 noce. Na poczatku strasznie się bałam, że sobie nie poradzę, ale jednak;-)
Pierwszej nocy musialam od 12 pacjentów pobrać krew, siedmiu założyć wenflon, chyba setce przepisać płyny, dwoch spadlo z lozka a jedna udawala ból w klatce piersiowej.
Drugiej nocy było poważniej. Jeden pacjent rozwinął niewydolność oddechową, jedna pacjentka była nadpobudliwa, i musiałam przepisać środki uspokajające, musieliśmy przyjąć chyba 15 pacjentów, co trwało całą noc.
Trzeciej nocy zmarła pacjentka. Dosyć to mną wstrząsnęło. Wprawdzie miała 97 lat, ale nigdy wcześniej nie widziałam, jak umiera człowiek. Było to dosyć straszne, że tak naprawdę nic nie mogliśmy zrobić.
Jednym słowem, bardzo dużo się nauczyłam przez te trzy dni. Wciąż się boję, ale już mniej. Myślę, że wszystko jest kwestią doświadczenia.
Poza tym, w ogóle nie spałam przez te trzy noce, więc spałam całymi dniami do 15, 16 po południu. Pierwszego dnia pod wieczór poszłam do misteczka - takie ładne i spokojne. I taka długa, prosta droga prowadziła nad morze. A po drodze restauracje z fish&chips, a jakże;-) Z drugiej strony, o godzinie 18 w sobotę jedynym ruchliwym miejscem był McDonald, przed którym 14-latki paliły papierosy;-)
W poniedziałek skończyłam o 8 rano i wróciłam do Manchesteru. I jeszcze miałam siłę, żeby pójść na jogę!;-)
Pierwszej nocy musialam od 12 pacjentów pobrać krew, siedmiu założyć wenflon, chyba setce przepisać płyny, dwoch spadlo z lozka a jedna udawala ból w klatce piersiowej.
Drugiej nocy było poważniej. Jeden pacjent rozwinął niewydolność oddechową, jedna pacjentka była nadpobudliwa, i musiałam przepisać środki uspokajające, musieliśmy przyjąć chyba 15 pacjentów, co trwało całą noc.
Trzeciej nocy zmarła pacjentka. Dosyć to mną wstrząsnęło. Wprawdzie miała 97 lat, ale nigdy wcześniej nie widziałam, jak umiera człowiek. Było to dosyć straszne, że tak naprawdę nic nie mogliśmy zrobić.
Jednym słowem, bardzo dużo się nauczyłam przez te trzy dni. Wciąż się boję, ale już mniej. Myślę, że wszystko jest kwestią doświadczenia.
Poza tym, w ogóle nie spałam przez te trzy noce, więc spałam całymi dniami do 15, 16 po południu. Pierwszego dnia pod wieczór poszłam do misteczka - takie ładne i spokojne. I taka długa, prosta droga prowadziła nad morze. A po drodze restauracje z fish&chips, a jakże;-) Z drugiej strony, o godzinie 18 w sobotę jedynym ruchliwym miejscem był McDonald, przed którym 14-latki paliły papierosy;-)
W poniedziałek skończyłam o 8 rano i wróciłam do Manchesteru. I jeszcze miałam siłę, żeby pójść na jogę!;-)
środa, 3 lutego 2010
Mr.S
Długo nie znałam odpowiedzi. Ale jeśli dziś ktoś by mnie zapytał, kto jest moim wzorem, to bym odpowiedziała - Mr.S.
Mr.S jest konsultantem, który przyjął mnie do swojego zespołu. Jest po prostu strasznie mądry, ale jest też bardzo miły, umiechnięty, przy każdym pacjencie spędza dużo czasu, a potem mówi zawsze parę słów do nas w celu edukacji. Obchód trwa sto lat, ale każdy pacjent jest zadowolony, zapytał o wszystko co chciał i usłyszał wyczerpujące odpowiedzi.a ja się tak starsznie dużo uczę!! Mr.S mówi, czemu tem lek jest lepszy niż inny, zadaje ciekawe pytania, strasznie dużo opowiada na temat różnych ras, rozmawia z 90-cio letnią hinduską po hindusku i przyznaje, ze nic nie rozumie (popłakałam się dziś ze śmiechu jak próbował się z tą maleńką babulinką porozumieć;-))
Dziś Mr.S w czasie obchodu poprosił syna i synową 72-letniego pacjenta na bok i wytłumaczył im, że ojciec ma raka nieoperacyjnego. Pokazał im schemat wątroby, wytłumaczył, które części są zajete, powiedział jakie są możliwości leczenia i rokowanie. Ale zrobił to tak delikatnie i z wyczuciem. I tak spokojnie. I inteligentnie. Naprawdę byłam pod ogromnym wrażeniem.
Jak dorosnę to chcę być jak Mr. S.
Mr.S jest konsultantem, który przyjął mnie do swojego zespołu. Jest po prostu strasznie mądry, ale jest też bardzo miły, umiechnięty, przy każdym pacjencie spędza dużo czasu, a potem mówi zawsze parę słów do nas w celu edukacji. Obchód trwa sto lat, ale każdy pacjent jest zadowolony, zapytał o wszystko co chciał i usłyszał wyczerpujące odpowiedzi.a ja się tak starsznie dużo uczę!! Mr.S mówi, czemu tem lek jest lepszy niż inny, zadaje ciekawe pytania, strasznie dużo opowiada na temat różnych ras, rozmawia z 90-cio letnią hinduską po hindusku i przyznaje, ze nic nie rozumie (popłakałam się dziś ze śmiechu jak próbował się z tą maleńką babulinką porozumieć;-))
Dziś Mr.S w czasie obchodu poprosił syna i synową 72-letniego pacjenta na bok i wytłumaczył im, że ojciec ma raka nieoperacyjnego. Pokazał im schemat wątroby, wytłumaczył, które części są zajete, powiedział jakie są możliwości leczenia i rokowanie. Ale zrobił to tak delikatnie i z wyczuciem. I tak spokojnie. I inteligentnie. Naprawdę byłam pod ogromnym wrażeniem.
Jak dorosnę to chcę być jak Mr. S.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

