piątek, 27 listopada 2009

Happy house

Po pierwsze - Claire. Claire to nasza sąsiadka która mieszka w pokoju obok. Jest z Irlandii i codziennie dowiadujemy się o niej czegoś nowego. Najpierw, że ma 6-cio letnia córeczkę która została w Irlandii. Co nie było by jeszcze takie dziwne, gdyby nie to, że Claire od 3 miesięcy mieszka w Anglii i jest na zasiłku dla bezrobotnych. I całymi dniami siedzi w pokoju i ogląda telewizję. Od 14 roku życia pracuje jako kelnerka. Przedwczoraj natomiast dowiedziałam się, że chłopak Claire jest w więzieniu, bo się z kimś pobił. Jej, nie mogę się doczekać, aż go poznam:-)

Po drugie - Brian. Brian wygląda jak z jakiegoś hip-hopowego boysbandu. Dla Afroamerykanów;-) Po kuchni chodzi w samych slipkach i jest wegetarianinem. Z jego pokoju caly czas słychać muzykę. Hm, właściwie to nie słychać muzyki, tylko takie buum.....bumbum....bumbumbumbumbum.... chyba ma niewyregulowane basy;-) Ale za to ma takie duże diamentowe kolczyki w uszach:-)

Po trzecie Tom. Tom ma chyba 60 lat i też nie pracuje. Ale podobno jest pisarzem;-) A na pewno nałogowym palaczem.

Po czwarte - Ji. Ji, jak sama nazwa wskazuje, jest Chińczykiem. Codziennie rano gotuje dziwne chińskie potrawy. Jest też pierwszym Chińczykiem, którego poznałam, a który nie ma maszyny do gotowania ryżu. Poza tym 3 dni temu zjadł nasze pieczarki;-) i studiuje tekstylia.

Po piąte i ostatnie, Jarda. Jarda Jest hudraulikiem z Czech, który codziennie chodzi do pracy na 7 rano. Haha, chyba jedyna pracująca osoba w całym domu. A w domu obok mieszka jego znajoma, która w ogóle nie mówi po angielsku i Phil w ogóle nie chce mi powiedzieć, co ją łączy z Jarda a jak pytam to mówi - "It's a very happy house";-)

Bo Phil... ah, Phil jest naszym landlordem, ale to już zupełnie inna historia;-)

środa, 25 listopada 2009

Stereotypy

Naprawdę myślałam, że jak wszyscy
mówią, że w Anglii cały czas pada to po prostu przesadzają. A
tu, nie dość, że jest to prawda, to jest to całkowita prawda!
Pada codziennie, a mimo to nie można powiedzieć, że jest cały
czas jest taka sama pogoda. Bo cały czas pada inaczej:-)
Dziś rano na przykład nie padało,
ale zaczęło jak tylko wyszłam z domu (to też jest pewien
stereotyp, który całkowicie oddaje rzeczywistość). Na początku
mżyło, jest to najczęstszy rodzaj deszczu. Potem mżyło i wiał
wiatr, więc deszcz zacinał:-) Tak zresztą było przez większą
część dnia, aż wieczorem zaczęło lać jak z cebra. Cały czas
wiejąc. Czasami też wieje falami, tak mocniej-słabiej-mocniej.
Czasami są straszne kałuże i zupełnie przemakają buty, tak było
na przykład wczoraj. A w ubiegłym tygodniu to padało jak świeciło
słońce! Ale to się zdarzyło tylko raz. I jak tu się dziwić
Anglikom, że rozmawiają o pogodzie?;-)



Ps. Wszędzie mnóstwo połamanych
parasolek. Moja też już się nie nadaje, i teraz myślę, jaką by
tu sobie nową kupić. Cudownie – zupełnie nowe akcesorium
ubraniowe, którym mogę sobie zawracać głowę!

sobota, 21 listopada 2009

Team Edward!

W nocy z czwartku na piatek piszlismy do kina na New Moon. Film sie zaczynal o 00:01 ale my bylismy tam juz o 22:30. Przyszlismy jako jedni z pierwszych i na poczatku siedzielismy na podlodze przed sala, a dopiero od 23:15 - w sali czekajac na film. Bylo baaaardzo fajnie:-) Michal byl chyba jednym z 3 chlopcow na sali, a juz na pewno bylismy najstarsi! (chociaz nie - jedna dziewczynka przyszla z mama. Mama miala na sobie rozowe spodnie od pidzamy w misie i czarne szpilki;-))

Fajne bylo to, ze wyczuwalo sie atmosfere podniecenia na sali, wszystkie te mlode siksy byly takie podekscytowane! Dokladnie tak samo jak ja;-) A jak juz sie film zaczal, to sala tak zywo reagowala na kazda scene! Taki glosny okrzyk zachwytu, jak Edward po raz pierwszy pojawil sie na ekranie albo westchnienie, jak Jacob zdjal koszulke. Teraz swiat nastolatek jest podzielony na Team Edward (ja!) i Team Jacob (Michal;-)

niedziela, 15 listopada 2009

new moon!!


Kupiliśmy sobie bilety na premierę! O północy;-O Śmiesznie, bo tu w kinach nie kupuje się miejscówek, więc w kinie każdy siada tam gdzie chce. pan w kasie nam powiedział, ze jeśli chcemy usiąść w dobrym miejscu to musimy przyjść przynajmniej GODZINĘ wcześniej. No to postanowiłam, że przyjdziemy 2 godziny wcześniej;-)))

hyde rd

Przeprowadzilismy sie wczoraj wieczorem i nasze nowe mieszkanko jest super:-) wlasciwie to jest duzy dom, a my mamy dla siebie pokoj (duuuuzy) i lazienke. Przeprowadzalismy sie wczoraj w ulewnym deszczu - a jakze - i nasz pierwszy zakup to byl cif;-) no tak, troche trzeba bylo posprzatac ale juz jest ok. Nasz pokoj jest naprawde duzy i jasny, tym bardziej, ze dzis swieci piekne slonce!! w jednym oknie jest urwany karnisz, wiec patrzymy sobie w oczy z panem z fabryki naprzeciwko. Nazwalismy go Horhe;-) Horhe caly czas sklada ubrania jakies - chyba to jest fabryka ubrań;-)

A dzis rano po śniadanku, poszliśmy na duże zakupy. Kupilismy sobie prześcieradła na podwójne łóżko, kubki (4 sztuki za 50p;-)) i takie tam.



Zdjęcie naszego nowego domu;-)
(pierwszego wspólnego btw:-))

Te dwa okna na górze są nasze, w jednym nie ma zasłon a drugie jest zaklejone jakąś folią. Ale i tak jest fajnie:-)

środa, 11 listopada 2009

Przeprowadzamy sie:-)

Nie dzis, w weekend, ale postanowilismy zamieszkac u Murzyna z zamknietymi oczami;-) Ja tam sie ciesze, a Michal chyba jeszcze bardziej - w koncu nie bedzie musial spac na podlodze;-)

Dzis spedzilam caly dzien w Starbucksie. Michal powiedzial, ze bedzie mi dawal £2 na kawe zebym tylko nie siedziala caly dzien w domu. Zamiast tego mam siedziec w starbucksie i tam sie uczyc do IELTS. Jak dla mnie moze byc;-) Jest tam tez Wi-Fi, wiec jutro pojde z laptopikiem:-)

Poszlam tez do posrednictwa pracy, ale cos nie bardzo.... te prace sa po prostu jakies dziwne. Albo ja jestem zupelnie niekompetentna;-)

wtorek, 10 listopada 2009

Gdyby to chociaż był deszcz...

...ale nie - mży. Efekt jest taki, że wychodzę z założenia, że nie pada wystarczająco, żeby wyciągnąć z torebki parasol, a potem jestem zupełnie mokra;-)

Kupiłam też sobie książkę do IELTS i zamierzam zdawać egzamin 9 stycznia. Chciałam sobie też kupić ksiażkę do medycyny, ale sobie nie kupię, a w każdym razie nie w księgarni! To się zupełnie nie opłaca!! Książki w internecie, np na amazon.com są o ok. £5-7 tańsze! Więc dziś wieczorem poproszę Michała, żeby mi kupił przez internet:-)

Dziś też, w ulewnym deszczu (tak, bo rano lało - to się tutaj cały czas zmienia;-)) poszłam oglądać mieszkanie:-) Było w fajnym miejscu, był to stary hotel przerobiony na apartamenty i idąc przez korytarz czułam się jakbym była w jakimś filmie:-) Niestety, mieszkanie było okropne! Michał by nigdy nie chciał tam zamieszkać;-) No i było nieumeblowane, bo przecież nie mogę nazwac meblem rozypującego się łóżka! Ja tylko nie mogę pojąć, czemu oni nie sprzątają tych mieszkań, zanim pokażą je klientom. To przecież wygląda starsznie!!
Zamieszczam zdjęcie budynku, w którym NIE zamieszkamy;-)


niedziela, 8 listopada 2009

Szukamy mieszkania!

Wczoraj szukalismy mieszkania. Umowilismy sie w 3 miejscach:-)

Mieszkanie 1.
Okolica srednia, ale mieszkanie - przepiekne! Pokoj, kuchnia, salon, lazienka - i to wszystko tylko dla nas! Michal mialby tez blisko do szkoly. A na dachu - silownia!! Cena byla... do przelkniecia, powiedzialabym. Troche wiecej niz planowalismy, ale dotad myslelismy tylko o pokoju, a tu bylo cale przepiekne mieszkanie! Niestety, mieszkanie było na 21 piętrze (widok super) i Michal powiedzial, ze czuje, ze powietrze jest tu duzo bardziej rozrzedzone i go głowa boli;-) no tego byśmy nie chcieli...

Mieszkanie 2.
Haha, to było naprawde smieszne! Otworzyl nam jakis stary Hindus. Mieszkanie wprawdzie w centrum, ale OKROPNE! takie ohydne tapety, wszystko sie rozsypuje, niby umeblowane, ale w kazdym pokoju tylko lozko i rozwalajace sie szuflady... Szybko stamtad wyszlismy. Zreszta, i tak nie byloby nas stac:-O

Mieszkanie 3.
Juz bylismy zmęczeni, bo te wszystkie mieszkania były daleko od siebie, zrobiło się ciemno, padało i wiało, zgubiliśmy się kilka razy i nie jedliśmy nic od śniadania. Landlordem był jakiś murzyn, strasznie śmieszny, bo jak mówił to cały czas miał zamknięte oczy. Sam pokój był ok, ja bym była gotowa się tam wprowadzić, ale Michał mówi, że bardzo daleko od jego szkoły i niezbyt ładnie. Miał rację.

Myślę, że możemy jeszcze troche poszukać, przynajmniej będziemy mieć jakieś ogólne pojecie. Troche się tylko martwię, bo potrzebuję oficjalnego adresu żeby założyć konto i dostać National Inssurance Number;-/

A jak wróciliśmy do domku, Michał zrobił Shepard's Pie z jagnięciną na kolacyjkę, przepyszne!! I zasnęłam o 21.30, więc od rana słyszę żarty z tego powodu. Byłam zmęczona!!!;-)

piątek, 6 listopada 2009

Ciagle pada... a ja...

Taa, chodze na szkolenia z laptopika. Jest naprawde przyjemnie!! Dzis uczylismy sie obslugiwac program obslugujacy zdjecia;-) smieszne jest to, ze szkolacy takze nie zawsze sa do konca zorientowani;-) Michal mowi, ze tak wlasnie jest w UK - wszedzie mnostwo numerow, pod ktore mozesz zadzwonic po pomoc, a i tak Ci bardzo uprzejmie wyjasniaja, ze pomoc nie potrafia, hehe.

Potem poszlismy na fish&chips, przed barem byla kolejka!! Bylo przepyszne, zalaczam zdjecie. troche spelunowate, ale w tym caly urok, prawda?;-)

Natomiast wieczor uplynal nam na poszukiwaniu mieszkania, co wcale nie jest takie proste, jak sie z poczatku wydawalo! Jest mnostwo double bedrooms, ale w wiekszosci nie chca par! Tak, tak, te double bed rooms dla jednej osoby. Anglicy cenia komfort najwyrazniej:-) Ale idziemy jutro ogladac jedno mieszkanko i jedna osoba przychodzi ogladac to:-)

A z innych ciekawostek, to caly czas pada. Taaa...

ps. Zwracam uwage na buty Angielek - najmodniejsze w tym sezonie:-)

czwartek, 5 listopada 2009

Day 1

Jestem!
Jestem w Manchester, pogoda baaaardzo angielska. Bylam na spotkaniu w GMC i mam numer prawa wykonywania zawodu. Yeeey!
Szukanie pracy oficjalnie sie rozpoczelo! Tymczasem chodze po miescie, ktore jest super. Kolorowo i przyjemnie. Tylko troche mokro;-)
Bylam dzis w Marks&Spencer i oficjalnie stwierdzam, ze jest to naaaajlepszy supermarket na Swiecie!! Wszystko takie kolorowe i swieze!
W ogole, jestem przeszczesliwa. Jeszcze tylko mieszkania i pracy potrzebuje;-)

środa, 4 listopada 2009

Manchester, here I come!


“Today is the day my life begins. Today, I become a citizen of the world. Today, I become a grown up. Today, I become accountable to someone other than myself and my parents, accountable for more than my grades. Today, I become accountable to the world, to the future, to all the possibilities that life has to offer. Starting today, my job is to show up, wide eyed and willing and ready. For what? I don’t know. For anything. For everything. To take on life. To take on love. To take on the responsibility and possibility. Today is the day my life begins. And I for one, can’t wait.”

Wyjeżdżam!