środa, 1 września 2010

Vive la France!

Ach, jak spontanicznie! Nagle postanowiłam wyjechać do Francji, w piątek kupilam bilet i już od wczoraj tutaj jestem.

We Francji jest najcudowniej. Naprawdę! Nigdzie indziej niebo nie jest tak niebieskie, trawa taka zielona, a ludzie tacy ładni;-) A ten język! Z kim się nie rozmawia, ma się wrażenie, ze z Tobą flirtują. A najlepsze jest to, że najczęściej jest to słuszne wrażenie! Bo Francuzi to taki przyjazny naród:-)

Nicea jest wciąż taka sama – ruchliwa i piękna. Wszędzie fontanny, zieleń, pełno samochodów i piękne sklepy. Na Promenade des Anglais spotykają się panie na poranne plotki i panowie... w tym samym celu. Siedzą sobie zapatrzeni w morze i kontemplują.

Natomiast Cannes jest jeszcze bogatsze, niż pamiętam. Budują się apartamenty z widokiem na morze, wszystkie normalne sklepy zostały zastąpione butikami – Prada, D&G, Dior, Kenzo. Po promenadzie La Croissette spacerują panie i panowie z malutkimi pieskami, wszyscy pięknie ubrani, opaleni i szczupli. Jak oni to robią? Jedzenie jest tu najlepsze na Świecie, tak samo zresztą jak wino, które jeszcze do tego jest najtańsze na Świecie;-)

Natomiast... kiedy Ci Francuzi nauczyli się mówić po angielsku? I jakim w ogóle prawem? Ja się wysilam, próbuję zabłysnąć moim (w większej części zapomnianym już) francuskim, a oni mi odpowiadają po angielsku! Ale już obmyśliłam plan – następnym razem powiem, że nie mówię po angielsku. I niech się ze mną męczą;-)

A drugi plan jest taki – na starość tutaj zamieszkam!


ps. za pięć czwarta zadzwonili do mnie ze szpitala, czy bym mogla przyjść zobaczyć pacjenta. No niestety, nie mogłam;-)