sobota, 31 lipca 2010

Coś się zaczyna...

Pierwsze dwa dni w Lancaster za mną. Jest fantastycznie! Na razie chodzę na szkolenia i robię shadowing, czyli chodzę za innym lekarzem i patrzę, co robi, bo od przyszłej środy to ja przejmę jego pracę.
Okazuje się, że na ortopedii (od której zaczynam) wszystkim się zajmują pielęgniarki. Wszystko wiedzą i o wszystkim decydują. Jak czegoś nie mogą zrobić, to wtedy dzwonią po lekarza. Bardzo rzadko. Po pracy dla Dr C, gdzie biegałam od 9 do 18, to będą prawdziwe wakacje!
Poznałam moich nowych kolegów F1. Wszyscy są naprawdę przyjaźni, niektórzy dość przestraszeni;-)
Robię też dużo kursów on line, tak zwany e-learning. Tak strasznie się cieszę, że wkraczam w ten system! Że będę robić prawdziwy trening, że będą mnie oceniać, uczyć i pomagać. No, wcześniej też mi pomagali i uczyli, ale teraz będzie inaczej;-)
Jedyna wada Lancaster jest taka, że jest to naprawdę małe i ciche miasteczko. Sklepy zamykają o piątej i wszystko jest dość wyludnione. Chyba wszyscy leżą w szpitalu, haha!;-)
Ale jest za to bardzo ładne. Bardzo zielone, budynki z zółtego kamienia (który się chyba nazywa piaskowiec?;-)), łąki, na których pasą się konie i domy spokojnej starości (bardzo ładne;-))
W związku z tym, nawet to, że muszę wstać o 5.30 żeby tam dotrzeć mi nie przeszkadza. Jeszcze.

środa, 28 lipca 2010

Coś się kończy...

I w końcu nadszedł ten dzień - mój ostatni dzień w szpitalu w TRF. Nie mogę uwierzyć, że już minęło pół roku. Nie mogę uwierzyć, jak długą drogę przeszłam.

W TRF było super. Poznałam mnóstwo przemiłych ludzi, każdy był pomocny, wspierający i cierpliwy. To było niesamowite.
Nauczyłam się - najwięcej na świecie. Nauczyłam się nie niecierpliwić, słuchać, nie dawać nikomu do zrozumienia, że głupio gada, szanować innych i ich opinie... naprawdę, to jak poszerzyła się moja wiedza medyczna to jedno, ale jak ja się nauczyłam traktować ludzi inaczej!

Przez ostatnie parę dni nowa F1 chodziła za mną, czyli robiła tak zwany shadowing, i się uczyła, bo w przyszłym tygodniu to ona będzie najmłodszym doktorem w zespole dr C. Była PRZERAŻONA! Nie umie pobierać krwi, zakładać wenflonu, nie wie, jak zamówić badania ani jak przepisać płyny. A ja myślałam, że wszyscy to umieją i tylko ja nie umiałam, jak zaczynałam! Więc byłam bardzo wspierająca i cierpliwa, wszystko jej tłumaczyłam i mówiłam, a nie spodziewałam się, że już to wie!

A dziś było smutno. Dr C. powiedziała, że bedzie za mną tesknić, pielegniarki z oddziału czwartego powiedziały, że byłam dużo lepsza od mojej poprzedniczki, która cały czas płakała i rzucała w nie cewnikiem (!) dostałam też prezencik pożegnalny od koleżanki.

Naprawdę będę tęsknić. To było wspaniałe pół roku...

poniedziałek, 5 lipca 2010

Lancaster

Zaczęło się od wielu telefonów, wielu odmów, zasłaniania się przepisami i rozczarowania. Aż pewnego dnia zadzwonił telefon i zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Do Lancaster, godzinę drogi od  Manchester. 

Lancaster jest ładnym, spokojnym, bardzo zielonym masteczkiem z nieproporcjonalnie dużym 
szpitalem;-) Rozmowę przeprowadzał dyrektor od stażu FY1. Najpierw powiedział, że jest zaskoczony, że tak dobrze mówię po angielsku;-) wyjaśniłam mu, że zaczęłam się uczyć jeszcze jak byłam w Polsce. To ludzi bardzo dziwi, bo oni tutaj nie uczą się jezyków. No, może się uczą, ale bardzo nieskutecznie;-)) 
Potem musialam odegrać scenkę - jestem na dyżurze i zostaję wezwana do pacjenta z narastającą dusznością. Pacjenta grał manekin. Na koniec musiałam przepisać na specjalną kartę wszystkie leki, które pacjent zażywa. Na szczęście wszystko to robię na codzień ale muszę przyznać, że gdybym dopiero co przyjechała z Polski, nie miałabym pojęcia, co robić. No ale poszło mi bardzo dobrze i dostałam pracę!!
Tak starsznie się cieszę! Zaczynam w sierpniu, oficjalny, zatwierdzony przez odpowiednie władze staż! Moja kariera nabiera tempa! Haha, chyba się rozpędziłam;-)
W kazdym razie, nadchodzi czas zmian. Fajnie:-)

A w piątek już lecimy do Krakowa na tydzień! I Komorowski wygrał wybory! 
I nawet to, że w tym tygodniu pracuję nocami mnie tak nie przeraża;-)

World Cup

Ach, cóż to za przeżycie, mistrzostwa swiata w piłce nożnej!

O niczym innym sie nie rozmawia, caly szpital przystrojony jest choragiewkami angielskimi, w kazdym telewizorze mecz.
Gdy robimy obchód to już nie pytamy pacjenta, jak się czuje, tylko czy oglądał mecz. Pacjenci też proszą, żeby nie przychodzić w czasie gry, bo oni wtedy są zajęci.
Gdy mecz Anglia-Słowenia grany byl o 15, wszyscy lekarze dostali smsa od kadr, ze mecz bedzie wyswietlany w sali wykladowej. I wszyscy zgodnie się stawili;-)
Najlepsze jest to, że gdy jest mecz, pacjenci przestają chorować! Tak. Już nie jestem wzywana do dziwnego bólu brzucha, klatki piersiowej czy wysypki. Pielęgniarki nie dzwonią co chwilę, bo nagle mają zupełnie inne priorytety, haha;-)

Naprawde, mistrzostwa świata mogłyby być częściej;-)
Ach, i jeszcze mam nadzieję, że Niemcy nie wygrają;-)