I w końcu nadszedł ten dzień - mój ostatni dzień w szpitalu w TRF. Nie mogę uwierzyć, że już minęło pół roku. Nie mogę uwierzyć, jak długą drogę przeszłam.
W TRF było super. Poznałam mnóstwo przemiłych ludzi, każdy był pomocny, wspierający i cierpliwy. To było niesamowite.
Nauczyłam się - najwięcej na świecie. Nauczyłam się nie niecierpliwić, słuchać, nie dawać nikomu do zrozumienia, że głupio gada, szanować innych i ich opinie... naprawdę, to jak poszerzyła się moja wiedza medyczna to jedno, ale jak ja się nauczyłam traktować ludzi inaczej!
Przez ostatnie parę dni nowa F1 chodziła za mną, czyli robiła tak zwany shadowing, i się uczyła, bo w przyszłym tygodniu to ona będzie najmłodszym doktorem w zespole dr C. Była PRZERAŻONA! Nie umie pobierać krwi, zakładać wenflonu, nie wie, jak zamówić badania ani jak przepisać płyny. A ja myślałam, że wszyscy to umieją i tylko ja nie umiałam, jak zaczynałam! Więc byłam bardzo wspierająca i cierpliwa, wszystko jej tłumaczyłam i mówiłam, a nie spodziewałam się, że już to wie!
A dziś było smutno. Dr C. powiedziała, że bedzie za mną tesknić, pielegniarki z oddziału czwartego powiedziały, że byłam dużo lepsza od mojej poprzedniczki, która cały czas płakała i rzucała w nie cewnikiem (!) dostałam też prezencik pożegnalny od koleżanki.
Naprawdę będę tęsknić. To było wspaniałe pół roku...
1 komentarz:
Fajna tapeta.
Prześlij komentarz