środa, 10 lutego 2010

Nad morzem;-)

W weekend pojechalam do szpitala koło Newcastle. Potrzebowali lekarza na 3 noce. Na poczatku strasznie się bałam, że sobie nie poradzę, ale jednak;-) 


Pierwszej nocy musialam od 12 pacjentów pobrać krew, siedmiu założyć wenflon, chyba setce przepisać płyny, dwoch spadlo z lozka a jedna udawala ból w klatce piersiowej.
Drugiej nocy było poważniej. Jeden pacjent rozwinął niewydolność oddechową, jedna pacjentka była nadpobudliwa, i musiałam przepisać środki uspokajające, musieliśmy przyjąć chyba 15 pacjentów, co trwało całą noc.
Trzeciej nocy zmarła pacjentka. Dosyć to mną wstrząsnęło. Wprawdzie miała 97 lat, ale nigdy wcześniej nie widziałam, jak umiera człowiek. Było to dosyć straszne, że tak naprawdę nic nie mogliśmy zrobić.


Jednym słowem, bardzo dużo się nauczyłam przez te trzy dni. Wciąż się boję, ale już mniej. Myślę, że wszystko jest kwestią doświadczenia. 


Poza tym, w ogóle nie spałam przez te trzy noce, więc spałam całymi dniami do 15, 16 po południu. Pierwszego dnia pod wieczór poszłam do misteczka - takie ładne i spokojne. I taka długa, prosta droga prowadziła nad morze. A po drodze restauracje z fish&chips, a jakże;-) Z drugiej strony, o godzinie 18 w sobotę jedynym ruchliwym miejscem był McDonald, przed którym 14-latki paliły papierosy;-)


W poniedziałek skończyłam o 8 rano i wróciłam do Manchesteru. I jeszcze miałam siłę, żeby pójść na jogę!;-)




1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Gratlacje! Jesteś teraz ochrzczonym doktorem ;)
Basia K.