czwartek, 20 maja 2010

Pacjent

Zaczelo sie w sobote kolo 13, moj blip zaczal robic "pi, pi, pi,pi,pi". Dzwonie. "a bo my tu mamy pacjenta na oddziale drugim i przewrocil sie w lazience i nikt tego nie widzial i strasznie boli go glowa". Poszlam na odzial. Pacjent lezy w lozku i zanim nawetn otworzylam usta pacjent zaczyna mowic - " ah, wszystko mnie boli. Boli mnie glowa, plecy, szyja, dretwieje mi czolo i rece i nogi, nie moge sie w ogole ruszyc, wszystko boli, prosze pomoz mi. Probuje go zbadac. Gdzie nie dotkne, slysze "aaaaaaah, jak boli".
Pytam Pacjenta, co moge dla niego zrobic, bo jest na 4 lekach przeciwbolowych i nastepna dawke moze dostac za gOdzine. A on na to " a bo mi tylko morfina pomaga. I tylko dozylnie"! Hahaha, no to niezle, cpuna mamy!
W ciagu nastepnych trzech dni, Pacjent probowal kupic od pielegniarki kodeine za 20 funtow, ustalic, jak sie nazywa moj starszy lekarz, zeby naslac na niego swoich kolegow, na moich oczach symulowal upadek (wygladalo idiotycznie), napisal dwa listy do calego personelu szpitala, ktore w ogole nie mialy sensu, zaczal byc agresywny, przyszla ochrona, dwoch policjantow, ktorzy powiedzieli, zeby nie zgrywal gangstera i psychiatra, z ktory pacjent nie chcial rozmawiac...
Czwartwgo dnia pacjent spakowal torbe, narzucil na ramie, na wlasne zadanie sie wypisal i sprezystym krokiem wymaszerowal ze szpitala:-)

i to wszystko na moim dyzurze;-)

Brak komentarzy: