Zaczęło się spokojnie. Pierwszej nocy spalam prawie trzy godziny! Drugiej juz tylko dwie a trzeciej wcale. Czwartej nocy wszyscy pacjenci zaczeli chorowac o piatej nad ranem, wiec musialam dluzej zostac, bo do 8 rano nie zdazylam:-)
W nocy szpital wyglada zupelnie inaczej. Jest cicho i chlodno. Dopiero na oddziale wewnetrznym pacjenci mowia sami do siebie, albo do mnie, zupelnie do rzeczy. Chodza po korytarzu, chca wracac do domu, trzeba im tlumaczyc i przekonywac.
W nocy strasznie duzo zalezy od pielegniarki. Jesli jest doswiadczona, wtedy kazda praca idzie sprawniej.
W zyciu sie tak duzo nie nauczylam. Pobity nastolatek, nastolatka z pocietymi nafgarstkami, kobieta, ktora caly czas sie pogarszala i nikt nie wiedzial dlaczego.
Musialam zalozyc jeden cewnik, zrobic duzo ekg, wenflony, pobrac krew tetnicza. Kazey pacjent byl jak zagadka. Bylo to fascynujace, a jednoczesnie tak strasznie meczace, wysilac umysl w srodku nocy! W piatek rano, po czwartej nocy bylam zupelnie nieprzytomna. Krecilo mi sie w glowie i zasypialam jak tylko przestawalam isc. Okazalo sie, ze moge zasnac wszedzie i o kazdej porze:-)
Nawet w filharmonii;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz