Tak!
W ubiegłym tygodniu pracowałam nocami i było okropnie. Ciemno, zimno, żaden pacjent nie ma wenflonu, za to każdemu spada ciśnienie. Albo zaczyna się ból w klatce piersiowej. Albo pacjent zaczyna wymiotować powyżej 1,5 l fusowatych wymiotów. Ach bajka. A lekarz starszy mówi - to ja teraz idę spać, więc juz do mnie nie dzwoń;-)
Ale moje trudy zostały wynagrodzone - Zatrzymanie akcji serca!! Nagle mój bleep zamiast po prostu pikać, zaczyna mówić - "zatrzymanie akcji serca, oddział szósty"! Ach, co za adrenalina! A ja właśnie jestem w "cardiac arrest team"! Więc rzucam wszystko i zaczynam biec długimi korytarzami szpitala, za oknami dnieje, w niebieskim ubranku (w takim wygodnie w nocy;-), niewyspana i myślę sobie - jak na filmie!!! Wpadam na oddział szósty, tam akcja już rozpoczęta, zaczynam uciskanie akcji piersiowej, inni zakładają wenflon, inni robią oddechy, działamy jak w zegarku!
A potem, też jak na filmie - "time of death - 7:50"...
Pewnych medycznych przeżyć nie zapomni się do końca życia. Ja nigdy nie zapomnę, jak po raz pierwszy intubowałam wcześniaka i jak przy tym płakałam, pierwszej operacji na otwartym sercu, którą widziałam (jak to serce się ruszało w zwolnionym tempie - niesamowite) i mojej pierwszej resuscytacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz