Bikram yoga polega na tym, ze przez półtorej godziny wykonuje się różne pozycje w wysokiej temperaturze. Dokładnie - 40 stopni.
Na początku to nawet nie było tak źle. Na początku było po prostu ciepło. Przyszedł pan z mikrofonem przyczepionym do twarzy i powiedział - Witam wszystkich, słyszałem, że jest wśród nas nowa osoba, gdzie jesteś Roma? I od tego czasu cały czas miał na mnie oko.
Potem pan powiedział - Jeśli komuś zacznie się kręcić w głowie, być niedobrze lub słabo, to proszę nie wychodzić, tylko usiąść i oddychać głęboko.
Po pięciu minutach zrobiło mi się jednocześnie słabo, niedobrze i zaczęło mi się kręcić w głowie. Zaczęłam mieć mroczki przed oczami. Po dziesięciu minutach nie myślałam o niczym innym, tylko żeby stamtąd uciec. Było duszno, gorąco i nie od zniesienia. Musiałam usiąść. I tak minęło pozostałe 80 minut. Ani przez chwilę nie przestało mi być słabo. Woda w butelce zrobiła się ciepła i naprawdę, nigdy w życiu nie widziałam, żeby z ludzi tak lał się pot. Dosłownie ciurkiem. z twarzy, łokci, nóg.
Po zajęciach obiecałam sobie, że to już ostatni raz!
Jutro idę znowu;-)
Natomiast przeczytałam, że Bikram to jest jakiś przekręt, który myśli tylko o tym, żeby zarobić, jogę uważa za świetny biznes i myśli, że jest jakimś bogiem, który wniósł światło w życie ludzi zachodu. Więc idę tylko dlatego, że kupiłam karnet dziesięciodniowy. A potem wrócę do tradycyjnego stania na głowie;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz