sobota, 19 lutego 2011

Mister Mystery

Nowy pacjent. Widział już go mój konsultant i mój registrar, jeszcze tylko ja muszę pójść i zadać parę pytań o rezonans, na który chcemy pacjenta wysłać. A pacjent mi mówi, że on się na rezonans nie zgadza, a poza tym, to fizjoterapeuta go obraził, mówiąc, że go rozpoznaje, a pecjent tu jest po raz pierwszy.
Sytuacja się jeszcze bardziej skomplikowała gdy okazało się, że wiele osób poznaje tego pacjenta, że był u nas w ubiegłym roku ale... pod innym imieniem i nazwiskiem, z inną datą urodzenia!!
I zaczęło się śledztwo, prowadzone przez pielęgniarkę oddziałową. Moim zadaniem było zapewnianie pacjenta, że wszystko jest w porządku, żeby się tylko nie domyślił.
Po dwóch dniach okazało się, że pacjent figuruje w kartotekach policyjnych jako "osoba zaginiona". Ale to jeszcze nic, bo na trzeci dzień poinformowano nas, że jednak nie zaginiony, tylko... ścigany!!!

Czwartego dnia wszystkie badania powróciły negatywne i pacjent mógł zostać zwolniony - prosto w objęcia policji, która wyprowadziła go z oddziału w kajdankch!

Ach, moje życie, jak w filmie:-)

A to w Chester - deszczowo...

środa, 16 lutego 2011

racist on races

W ubiegłą sobotę wybraliśmy się na wyścigi psów. Aż do tamtego czasu nie widziałam, że coś takiego istnieje a tu proszę! I było całkiem fajnie, chociaż nie będzie to moja nowa ulubiona rozrywka;-)
Ale nie o tym...

Siedzieliśmy sobie wygodnie przy stoliku a w pobliżu stała grupka Anglików. W pewnym momencie jedna piędziesięcioletnia, kompletnie pijana Angielka podeszła do nas i zapytała mnie "jesteś obcokrajowcem?" na co ja oczywiście odpowiedziałam twierdząco a wtedy ona stwierdziła "ja uważam, że ponieważ ja jestem stąd, a wy z innego kraju, ja mam wieksze prawo do tego miejsca (czyli mojego krzesła!)"
I się zaczęło. Kobieta była naprawdę agresywna, mówiąc, że ona płaci podatki a my tu przyjeżdżamy do JEJ kraju i tylko bierzemy, bla bla bla... Była przy tym naprawdę niemiła i ledwo trzymała się na nogach. W końcu jakaś inna kobieta ją odciągneła po czym sama wrociła i zaczęła nas przepraszać za swoją PARTNERKĘ.

Po raz pierwszy od czasu naszego przyjazdu spotkałam się z wrogością spowodowaną tym, że jestem z innego kraju. Na ogół ludzie zauważają mój akcent i zaczynają przyjazną rozmowę, która na ogół kończy się stwierdzeniem "aaa, byłem w Krakowie na wieczorze kawalerskim mojego kolegi;-)"

Poza tym, czy nie jest tak, że po grupach mniejszościowych (jaką przecież są także homoseksualiści) spodziewamy się większej otwartości i wyrozumiałości?

A tymczasem jakby jest na odwrót...

środa, 12 stycznia 2011

a niech was wszystkich szlag!

Co za dzień! Najgorszy!

Najpierw za późno wstałam, więc nie zdążyłam zjeść śniadania. Potem był korek, a właściwie dwa, więc pomimo, że wyszłam z domu o czasie, spóźniłam się do pracy 30 minut.

Musiałam założyć wenflon pacjentce, która szła na skan z kontrastem. Nie mogłam znaleźć żyły. Poszłam po mojego kolegę, któremu się też nie udało, ale w międzyczasie przyszedł mój senior doctor. Wyśmiał mnie, że proszę innych o pomoc z wenflonem i za jego czasów to bla bla bla. No co za idiota, jak słowa daje. Przecież jak mu mówię, że się nie da to się nie da;-)

Po swoich 10 nieudanych próbach przyznał, że w tej sytuacji trzeba anulować skan (od początku uważałam, że był niepotrzebny) i pozostał wkurzony na mnie do końca dnia. Ale czy to moja wina, że pacjentka nie ma żył?? I że jego męska duma ucierpiała?

Potem okazało się, że mój konsultant umówił dziś na spotkanie rodziny dwóch różnych pacjentów. I wziął urlop. I kto musiał z nimi rozmawiać?

I musiałam zbadać pacjentkę per rectum a pacjentka nie chciała uwierzyć, że jestem lekarzem, "no bo przecież za młoda na lekarza" i za każdym razem, jak jej coś mówiłam pytała pielegniarkę, która mi asystowała "a ty co o tym myślisz?" a pięlegniarka potwierdzała moje słowa;-)

A jeszcze potem, żeby mnie dobić, wyciskarka do soku którą zamówiłam na amazon, a która przyszła dziś, okazała się popsuta. To mnie dobiło.

I muszę zrobić prezentację na piątek, co za los...
I mam dyżur w weekend...
geeez...

sobota, 20 listopada 2010

zimno ho, ho ho!

Pamiętacie tego pacjenta, którego bolało wszystko, mojego jedynego? Po trzech dniach mu kompletnie przeszło i ze wszystkimi wynikami badań negatywnymi wyposaliśmy go do domu. Od tego czasu nie mieliśmy ANI JEDNEGO nowego przyjęcia. Nawet o konsultację nie zostaliśmy poproszeni! W związku z tym ja, jako lekarz zajmujący się pacjentami na oddziale, nie mam nic do robienia. Ja nawet oddziału nie mam! i tak juz dwa tygodnie.

Za to przyjechał Brian i chodziliśmy do starbucksa, graliśmy w karty, graliśmy w scrabble, byliśmy w muzeum i na koncercie paramore, w chińskiej restauracji i w brytyjskiej restauracji, poszliśmy na fish and chips, wygłupialiśmy się jak nie wiem i prowadziliśmy poważne rozmowy.

W Manchester Art Gallery jest świetna wystawa, na Albert's square jest Christmas Market, wszędzie są już dekoracje świąteczne i nawet jest zimno jak trzeba! Śnieg jeszcze nie pada, ale i tak jest fajnie. Tak jak rok temu, gdy odkrywałam Manchester po raz pierwszy:-) Nawet Mikołaj na Town Hall jest ten sam!

sobota, 6 listopada 2010

Reumawakacje

Tak, już od tygodnia pracuję na reumatologii. Koniec ortopedii, a następnym razem noce dyżury dopiero w kwietniu!!

Reumatologia, to jest dopiero coś. Mamy od zera do pięciu pacjentów (w porywach). Na tych pięciu pacjentów przypada trzech konsultantów, dwóch registrars i ja. To się dopiero nazywa opieka!

Dwóch konsultantów i jeden registrar są homoseksualistami. Ciekawe, czy jest zależność miedzy preferencjami seksualnymi a wybieraną specjalizacją?

A pacjenci są jeszcze ciekawsi. Jak nikt w szpitalu nie wie, co właściwie pacjentowi może być, wtedy proszą o konsultację reumatologiczną. Bo pod reumatologię to podlega wszystko - "strzyka mnie w stawie", "mam tu wysypkę", "mam tu wysypkę a wczoraj miałem gdzie indziej", "boli mnie głowa", "boli mnie szyja" i "boli mnie wszędzie" ("boli mnie wszędzie" to mój obecny pacjent, jedyny:-))

I wtedy mój konsultant zamawia panel badań. Wszystkie możliwe. Immunologię, HIV, CMV, EBV, CK, ESR, CRP, LDH, Kortyzol, TSH, TF4, krew na posiew, nie wspominając o podstawowych. Rentgen płuc, rentgen dłoni, USG brzucha, mocz, mocznik.

Oczywiście tym wszystkim muszę zajać się ja, co przy jednym pacjencie jest dobrą rozrywką, a nie ciężką pracą.

Trochę rozczarowuje, gdy wszystkie te badania wracają negatywne. JA myslę, że jak pacjenta boli wszystko i jedyne, co mu pomaga (jak sam twierdzi) jest morfina dożylnie, to po prostu jest morfinistą.
Ale ja często się mylę, zwłaszcza, gdy chodzi o medycynę;-)
Może faktycznie ma jakiś bardzo rzadki zespół?

piątek, 5 listopada 2010

Bonfire night

Minal rok.

Rok temu nagle spakowałam się i postanowiłam przyjechać do Anglii.

Przez ten rok poznałam nowych ludzi, ich kulturę, ich brak kultury, ich zalety i wady, mam znajomych i bardzo dobrych znajomych.

Mam pracę, która mi daje satysfakcję (po mojej depresji już nie ma śladu;-)), codziennie się uczę, codziennie stawiam czoła nowym wyzwaniom, jestem wykończona, ale szczęśliwa.

Mieszkam od roku z Michałem i jest cudownie!

Dałam radę. I za to dziś pijmy:-)

ps. pięęęęękna jesień:-)

środa, 20 października 2010

Depresja

Tak!

Odkryłam co. Mam depresję jesienną. To wyjaśnia wszystko. To, że wszystko mnie denerwuje - pielęgniarki, pacjenci, a najbardziej inni lekarze, to, że krzyczę na biednego Michała a potem wybucham płaczem, to, że cały czas siedzę w domu i nie chce mi się spotykać ze znajomymi, że codziennie po południu śpię, że rano nie mogę wstać, mimo, że cały czas śpię - wszystko. 
Objawy by pasowały też do PMS, gdyby nie to, że trwają już jakieś dwa tygodnie;-)

Na szczęście, wyjeżdżamy na wakacje. W sobotę. Haha, jeśli będę zamieszczała posty co 6 tygodni to wszyscy będą myśleć, że nic innego nie robię, tylko na wakacje jeżdżę. No niestety nie tylko;-)

A 4 listopada minie rok, odkąd przyjechałam do Anglii...

środa, 1 września 2010

Vive la France!

Ach, jak spontanicznie! Nagle postanowiłam wyjechać do Francji, w piątek kupilam bilet i już od wczoraj tutaj jestem.

We Francji jest najcudowniej. Naprawdę! Nigdzie indziej niebo nie jest tak niebieskie, trawa taka zielona, a ludzie tacy ładni;-) A ten język! Z kim się nie rozmawia, ma się wrażenie, ze z Tobą flirtują. A najlepsze jest to, że najczęściej jest to słuszne wrażenie! Bo Francuzi to taki przyjazny naród:-)

Nicea jest wciąż taka sama – ruchliwa i piękna. Wszędzie fontanny, zieleń, pełno samochodów i piękne sklepy. Na Promenade des Anglais spotykają się panie na poranne plotki i panowie... w tym samym celu. Siedzą sobie zapatrzeni w morze i kontemplują.

Natomiast Cannes jest jeszcze bogatsze, niż pamiętam. Budują się apartamenty z widokiem na morze, wszystkie normalne sklepy zostały zastąpione butikami – Prada, D&G, Dior, Kenzo. Po promenadzie La Croissette spacerują panie i panowie z malutkimi pieskami, wszyscy pięknie ubrani, opaleni i szczupli. Jak oni to robią? Jedzenie jest tu najlepsze na Świecie, tak samo zresztą jak wino, które jeszcze do tego jest najtańsze na Świecie;-)

Natomiast... kiedy Ci Francuzi nauczyli się mówić po angielsku? I jakim w ogóle prawem? Ja się wysilam, próbuję zabłysnąć moim (w większej części zapomnianym już) francuskim, a oni mi odpowiadają po angielsku! Ale już obmyśliłam plan – następnym razem powiem, że nie mówię po angielsku. I niech się ze mną męczą;-)

A drugi plan jest taki – na starość tutaj zamieszkam!


ps. za pięć czwarta zadzwonili do mnie ze szpitala, czy bym mogla przyjść zobaczyć pacjenta. No niestety, nie mogłam;-)


niedziela, 22 sierpnia 2010

Bikram yoga

Bikram yoga polega na tym, ze przez półtorej godziny wykonuje się różne pozycje w wysokiej temperaturze. Dokładnie - 40 stopni.

Na początku to nawet nie było tak źle. Na początku było po prostu ciepło. Przyszedł pan z mikrofonem przyczepionym do twarzy i powiedział - Witam wszystkich, słyszałem, że jest wśród nas nowa osoba, gdzie jesteś Roma? I od tego czasu cały czas miał na mnie oko.

Potem pan powiedział - Jeśli komuś zacznie się kręcić w głowie, być niedobrze lub słabo, to proszę nie wychodzić, tylko usiąść i oddychać głęboko.

Po pięciu minutach zrobiło mi się jednocześnie słabo, niedobrze i zaczęło mi się kręcić w głowie. Zaczęłam mieć mroczki przed oczami. Po dziesięciu minutach nie myślałam o niczym innym, tylko żeby stamtąd uciec. Było duszno, gorąco i nie od zniesienia. Musiałam usiąść. I tak minęło pozostałe 80 minut. Ani przez chwilę nie przestało mi być słabo. Woda w butelce zrobiła się ciepła i naprawdę, nigdy w życiu nie widziałam, żeby z ludzi tak lał się pot. Dosłownie ciurkiem. z twarzy, łokci, nóg.

Po zajęciach obiecałam sobie, że to już ostatni raz!
Jutro idę znowu;-)

Natomiast przeczytałam, że Bikram to jest jakiś przekręt, który myśli tylko o tym, żeby zarobić, jogę uważa za świetny biznes i myśli, że jest jakimś bogiem, który wniósł światło w życie ludzi zachodu. Więc idę tylko dlatego, że kupiłam karnet dziesięciodniowy. A potem wrócę do tradycyjnego stania na głowie;-)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Pierwszy tydzień...

... za mną! Dużo się dzieje!
Pacuje z Charlotte, która jest ładna, miła i ma chłopaka, który gra zawodowo w krykieta! Kto to w ogóle słyszał!;-)
Poza tym, na ortopedii jest okropnie. Jak słowo daje, ci lekarze się na niczym oprócz kości nie znają! Jak z Dr C robiłyśmy obchód, za starych, dobrych czasów, to przez 20 minut się stało i myślało, co pacjentowi może być. A tu - mówię, że pacjent ma za niski ciśnienie, więc chcę zrobić to i to a oni - zadzwoń po internistę! No na miły bóg, przecież ja tu chcę się wykazać!;-)
No ale przynajmniej Charlotte jest słodka i nie za wiele jeszcze umie więc wszystko tłumaczę i obie jesteśmy zadowolone;-)
I jutro też będę mogła się wykazać, bo będę miała pierwszy dyżur. A pielęgniarki mają taki tok myślenia - jak nie wiadomo, co zrobić, to trzeba zadzwonić po lekarza dyżurnego. To się jutro zdziwią, haha!;-)))

A z innych niusów, to ukradli mi iPhona ale za to kupiłam auto. Więc niby jestem na zero, chociaż dużo uboższa;-))